Bielan w PTT: Merytoryczny przekaz Gowina przekona zmęczonych konfliktami

PO osiągnęła doskonałość w takich „wrzutkach”, jak chociażby ta ostatnia o powołaniu komisji śledczej w sprawie raportu dotyczącego likwidacji WSI. Czy to jest dziś najważniejszy problem naszego kraju? – mówi europoseł Adam Bielan w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Panie pośle, biega Pan ze spotkania na spotkanie…
(śmiech) To prawda.

Organizuje Pan partię Jarosławowi Gowinowi? 
Jest bardzo dobrze zorganizowana. Jestem pod dużym wrażeniem współpracowników Jarosława Gowina, głównie tych z Krakowa pod przewodnictwem Piotra Dardzińskiego, obecnie wiceprezesa partii, a wcześniej szefa gabinetu ministra sprawiedliwości. To bardzo kompetentny człowiek.

Od kiedy doradza Pan Gowinowi? 

„Doradza” to za duże słowo. Znamy się z Jarosławem Gowinem już dość długo i przez wiele lat często rozmawialiśmy o polityce. Uważałem go zawsze za najbliższego mi pod względem poglądów członka Platformy Obywatelskiej, niemniej jednak byliśmy w różnych partiach. Pierwszy raz bliżej o współpracy politycznej zaczęliśmy rozmawiać na początku 2011 r., kiedy zapraszałem Jarosława Gowina do PJN.

Podobnie jak dzisiaj istniała wówczas realna groźba koalicji Tuska z Millerem. Jarosław wierzył jednak, że tak się nie stanie. Platforma ostatecznie wygrała wybory z wynikiem lepszym, niż wszyscy się spodziewali, i utworzyła ponownie koalicję z PSL. Jarosław Gowin dostał propozycję wejścia do rządu. Przyjął ją, co zresztą uważałem za słuszne, bo jako minister był bardzo aktywny i wiele zrobił. Później spotykaliśmy się sporadycznie. Natężenie tych spotkań zaczęło wzrastać w połowie zeszłego roku.

Kiedy Jarosław Gowin postanowił wystartować w wyborach na szefa PO? 
Powiedział mi o tym po swoim odejściu z rządu. Jednocześnie już wtedy podejrzewał, że Donald Tusk mu tego nie daruje i wcześniej czy później wypchnie go z partii. Wówczas jeszcze nie mógł przewidywać, czy to się stanie jesienią, czy na początku 2014 r. Odniosłem wtedy wrażenie, że jeszcze nie do końca był pewny, czy będzie tworzył partię, układał listy do europarlamentu. Czy byłem wtedy jego doradcą? Jedynie dzieliłem się z nim pomysłami działań politycznych. Umówiliśmy się, że jeśli opuści Platformę – co dla mnie stanowiło warunek brzegowy współpracy organizacyjnej – to będziemy rozmawiać o zacieśnieniu relacji. Od początku września jesteśmy więc w stałym kontakcie. Jarosław Gowin proponował nawet, abym wystąpił na konwencji nowego ugrupowania w grudniu, ale uznaliśmy, że mogłoby to spowodować rozmycie głównego przekazu tego wydarzenia. Podjęliśmy więc decyzję, że ogłosimy mój akces na początku roku.

To Pan doradzał Gowinowi, żeby rzucił rękawicę premierowi? 
Uważałem, że Jarosław Gowin powinien wystartować w wyborach na przewodniczącego PO. Ale gdy się spotkaliśmy, był już na ten start zdecydowany, czym mi zresztą bardzo zaimponował. Obawiałem się, że będzie z nim podobnie jak ze Schetyną, że się przestraszy. Tymczasem Jarosław Gowin zupełnie nie okazywał strachu. Co do decyzji Schetyny nie miałem wątpliwości, że unik zemści się na nim samym. Większość komentatorów uważała wówczas, że były marszałek okazał się bardzo sprytny, na konwencji Platformy dostał burzę braw, kiedy ogłosił, że się wycofuje. Ale dla mnie to był już początek jego końca w Platformie. Czas pokazał, że Tusk nie uznał tego gestu za gest dobrej woli, a za przejaw słabości, i pozbawił Schetynę najpierw szefostwa w regionie, a potem miejsca w zarządzie partii, co w praktyce oznacza jego całkowitą marginalizację.

Trzymał Pan za niego kciuki? 
Ewentualne zwycięstwo Jarosława Gowina, choć mało prawdopodobne, odblokowałoby scenę polityczną. Dawało PO możliwość innej koalicji niż alians z lewicą. Tymczasem szykuje się realizacja czarnego scenariusza dla Polski po wyborach 2015 r., czyli dojście do władzy Leszka Millera i jego współpracowników sprzed afery Rywina. Jarosław Gowin zaimponował mi także z innego powodu. Donald Tusk jest mistrzem politycznej intrygi, bezwzględnie rozprawiającym się z każdym, kto mógłby zagrozić jego pozycji, prawdziwym „killerem”. Jest też urzędującym premierem i – jak pokazały później wybory regionalne na Dolnym Śląsku – nie waha się wykorzystywać władzy w państwie do rozgrywek wewnątrzpartyjnych. Pokonanie go graniczyło więc z cudem i wymagało olbrzymiej odwagi. Wiadomo było, że Tusk zrobi wszystko, żeby wygrać te wybory. I tak się stało. Skrócił kampanię wyborczą i zorganizował ją w wakacje, wystawiając cały proces wyborczy na śmieszność. Skutecznie uniknął debaty programowej z kontrkandydatem, ponieważ śmiertelnie się jej bał. Wiedział, że gdyby Jarosław Gowin mógł przypominać o tym, z jakimi postulatami premier szedł do wyborów sześć lat temu, oraz że tylko nieliczne z nich udało się zrealizować – otrzymałby jeszcze lepszy wynik wyborczy. I mimo tych wszystkich przeciwności Jarosław Gowin nie przestraszył się. Podjął wyzwanie i walczył.

Ale chyba nie wierzył Pan, że Gowin jest w stanie te wybory wygrać? 
W uczciwych wyborach, opartych na kilkumiesięcznej, w pełni demokratycznej kampanii z debatami telewizyjnymi, bez nacisków z Warszawy na lokalnych działaczy, wszystko byłoby możliwe. Miałby szansę, gdyby zagwarantowana była tajność wyborów, gdyby nie było głosowania przez internet. Szefowie regionalni Platformy po takim głosowaniu w prawyborach prezydenckich przyznawali, że mieli możliwość sprawdzenia, kto kogo poparł. Jestem przekonany, że to wystraszyło wielu członków partii. Gdyby te wszystkie warunki, o których mówię, były spełnione, o niespodziankę byłoby łatwiej.

Dlatego uważam wynik Jarosława Gowina, czyli 20-procentowe poparcie, za bardzo dobry.

Czyli daje Pan jakiekolwiek szanse Polce Razem Jarosława Gowina? Chyba tak, skoro Pan do niej przystąpił. 
Jestem przekonany, że Polska Razem w nadchodzących wyborach przekroczy próg 5 proc. Uważam również, że jest szansa na większe poparcie. Choć jest wiele zmiennych, których jeszcze nie znamy. Nie wiadomo choćby, jakie będą listy konkurencji, a więc PiS czy Platformy. Znamienne są natomiast badania prezydenckie. Jarosław Gowin dostaje w nich blisko 10-procentowe poparcie, co pokazuje, jak duży jest potencjał inicjatywy Polska Razem już na wstępie. W przypadku całego ugrupowania badania partyjne obarczone są błędem o tyle, że rozpoznawalność jego partii po miesiącu istnienia jest, siłą rzeczy, bardzo niska.

Wielu ekspertów nie daje jednak Gowinowi szansy, bo mimo że jest uczciwy i może wzbudzać sympatię, to jednak brakuje mu charyzmy. 

Proszę wskazać mi dziś ekspertów niezwiązanych z dotychczas istniejącymi partiami. To oczywiste, że konkurencja polityczna reaguje z niechęcią czy czasem wręcz z agresją na pojawienie się nowego ugrupowania. Jarosław Gowin ze spokojnym i merytorycznym przekazem ma szansę trafić do wielu wyborców zmęczonych ciągnącym się politycznym konfliktem i emocjonalnymi dyskusjami, z których niewiele wynika. Szczególnie Platforma Obywatelska osiągnęła doskonałość w takich „wrzutkach”, jak chociażby ta ostatnia o powołaniu komisji śledczej w sprawie raportu dotyczącego likwidacji WSI. Czy to jest dziś najważniejszy problem naszego kraju? A przecież będzie to wielomiesięczny, kosztowny spektakl, który oczywiście nie spowoduje żadnych rozstrzygnięć. Wyborcy są już takimi zagraniami zmęczeni. Jarosław Gowin, jako minister sprawiedliwości, pokazał się natomiast z zupełnie innej strony. Nie był nastawiony na poklask, wręcz przeciwnie – pokazał, że nie boi się podejmowania niepopularnych decyzji wtedy, kiedy wiedział, że są w interesie państwa. Tak było chociażby z deregulacją i otwarciem setek zawodów. Jako polityk skuteczny i odważny ma szansę przekonać do siebie wielu Polaków.

A nie boi się Pan oskarżeń o polityczny cynizm? Nie chcieli Pana w PiS, Jarosław Kaczyński sam to powiedział w jednym z wywiadów, to poszedł Pan do Gowina, żeby się znaleźć na listach do europarlamentu. 
Nie spodziewam się żadnych przyjaznych głosów ze strony naszej konkurencji a propos tej inicjatywy czy również mojego przystąpienia. A fakty, z którymi nie można dyskutować, są takie, że odszedłem z PiS trzy i pół roku temu – sam, nikt mnie nie wyrzucał. Jednocześnie zachowałem dobre relacje z wieloma politykami tej partii, co przecież nie jest żadną tajemnicą. Spotykałem się także z Jarosławem Kaczyńskim. I ci politycy Prawa i Sprawiedliwości, z którymi mam dobry kontakt, wiedzieli przynajmniej od września, że jestem zaangażowany w inicjatywę Jarosława Gowina. Wielu z nich namawiało mnie, żebym tego nie robił, ale ja nie zmieniłem swojej decyzji. Natomiast te słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego, do których pani nawiązuje, padły już w listopadzie.

Z Michałem Kamińskim Pan rozmawia? 

Na sali plenarnej Michał siedzi dokładnie przede mną, czasami się też, oczywiście, spotykamy w samolocie.

Nie chce go Pan ściągnąć do Gowina? 
To jest pytanie do Michała Kamińskiego o jego miejsce na scenie politycznej. Ja mam nadzieję, że nie będzie członkiem obozu Platformy Obywatelskiej i nie będzie pracował na rzecz powrotu do władzy Leszka Millera.

Czyli widziałby go Pan w partii Gowina? 

Powtórzę. Nie chciałbym go widzieć w obozie Donalda Tuska.

– PO osiągnęła doskonałość w takich „wrzutkach”, jak chociażby ta ostatnia o powołaniu komisji śledczej w sprawie raportu dotyczącego likwidacji WSI. Czy to jest dziś najważniejszy problem naszego kraju? – mówi europoseł Adam Bielan w rozmowie z Dorotą Kowalską.
Jak Pan przypuszcza, kto wygra wybory do europarlamentu? Listy są naprawdę mocne, chociażby na Śląsku: Kazimierz Kutz na listach Europy Plus, Adam Gierek na listach Sojuszu, Jerzy Buzek – Platformy Obywatelskiej. 
W tych wyborach niezwykle ważna jest frekwencja, która bezpośrednio przekłada się na liczbę mandatów poszczególnych ugrupowań. Trudno ją jednak przewidzieć…

… pewnie będzie niska, jak zwykle. 
Jedna z teorii mówi, że będzie większa niż w 2009 r., bo od trzech lat nie było wyborów i ludzie potraktują je w charakterze plebiscytu w sprawie polityki rządu. Inna mówi, że może być mniejsza niż w ostatnich wyborach europejskich, bo zainteresowanie Unią i Parlamentem jest mniejsze niż na początku naszego członkostwa.

Jeśli chodzi o poparcie dla poszczególnych partii, to gdyby mnie pani zapytała we wrześniu, byłbym przekonany, że PiS te wybory zdecydowanie wygra, ale to było jeszcze przed referendum w Warszawie. Byłem przekonany, że Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie odwołana, co oznaczałoby początek końca Donalda Tuska. Jednakże błędy popełnione w tej kampanii przez zwolenników referendum sprawiły, że Donald Tusk wygrał to starcie i od tego momentu zaczął się odbudowywać. Część styczniowych sondaży pokazuje, że PO, już po rekonstrukcji gabinetu, złapała drugi oddech. Jeden sytuuje partię Tuska nawet na pierwszym miejscu, choć według mnie to PiS ma wciąż większe poparcie społeczne od Platformy. Na korzyść polityków PO działa jednak fakt, że mają lepszych specjalistów od prowadzenia kampanii wyborczych. Trzeba przyznać, że od kilku lat sam Donald Tusk wykazuje w tej sprawie bardzo duże umiejętności. Nie należy więc zupełnie wykluczać, że PO jeszcze raz oczaruje Polaków i wymęczy wyborcze zwycięstwo, co w odniesieniu do zeszłorocznych sondaży PiS będzie – rzecz jasna – nagłaśniane jako wielka porażka tej partii.

A lewica? 
W Polsce nie ma dzisiaj prawdziwej lewicy. Gdyby miała twarz inną niż Leszka Millera, twarz kogoś młodszego, niekojarzonego i z PRL, i z rządami SLD, wciąż bardzo źle ocenianymi przez Polaków, miałaby obecnie poparcie powyżej 20 proc., co oznaczałoby gigantyczny problem dla PO. Ale wyborca mający do wyboru postkomunistycznego dinozaura Millera albo niepoważnego Palikota może po prostu zostać w domu. Mimo to uważam, że SLD miałby szansę dość wyraźnie poprawić słaby wynik z ostatnich wyborów europejskich gdyby nie to, że Palikot szykuje w miarę silne listy z Kutzem, Kaliszem i Siwcem na czele.

Niektórzy twierdzą, że Europa Plus powstała po to, aby niektórzy panowie dostali się do europarlamentu. I tylko po to. 
Niewykluczone. Jeżeli jednak Aleksander Kwaśniewski rzeczywiście zaangażuje się w kampanię, to Palikot ma szansę na przekroczenie progu wyborczego i odbędzie się to kosztem partii Millera. SLD ma szansę na zajęcie trzeciego miejsca, jednak wciąż nie znamy potencjału Palikota.

Zauważył Pan, że coraz więcej polityków chce się dostać do europarlamentu? Spokój i dużo kasy, co? 
Po pierwsze, inny wymiar dyskusji politycznej. Polski Sejm jednak z kadencji na kadencję…

Dziadzieje? 
… prezentuje coraz niższy poziom. Wszyscy oglądający debaty widzą, co się dzieje w polskim parlamencie. W europejskim te spory przebiegają jednak w zupełnie inny sposób. Po drugie – coraz większa liczba polityków zdała sobie sprawę, jak ważne dla naszych problemów jest to, co dzieje się w Unii Europejskiej. I dlatego ktoś, kto nie rozumie mechanizmów europejskich, nie może liczyć na jakąś większą karierę i w Polsce. Dlatego, jak sadzę, wielu polityków uważa, że warto spędzić co najmniej pięć lat w Brukseli, poznać meandry działania instytucji europejskich i wykorzystać tę wiedzę po powrocie do kraju.

Jeśli już jesteśmy przy UE, jak Pan ocenia jej politykę w stosunku do Ukrainy? 

Popełniono wiele błędów. Przede wszystkim Bruksela za późno dostrzegła, jak istotna z punku widzenia interesów gospodarczych i bezpieczeństwa Europy jest Ukraina. Europejska dyplomacja dała się wciągnąć w grę na warunkach rosyjskich, a Władimir Putin umiejętnie to wykorzystał.

Jak Pan myśli, jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie? 
Nikt tego nie jest w stanie przewidzieć. Pod koniec ubiegłego roku, tuż przed szczytem w Wilnie, byłem w Kijowie i rozmawiałem zarówno z prezydentem Janukowyczem i premierem Azarowem, jak i z przedstawicielami opozycji. Mimo oficjalnych zapewnień władz wyjechałem stamtąd z dość pesymistyczną wizją tego, co wydarzy się na Ukrainie w ciągu kolejnych miesięcy. Ale nie spodziewałem się aż tak gwałtownego zaostrzenia konfliktu. Moim zdaniem scenariusz tego, co dzieje się dziś w Kijowie, pisany jest w Moskwie. I Unia Europejska musi z tego jak najszybciej wyciągnąć wnioski.  Tym bardziej że najgorszy scenariusz, a więc rozpad Ukrainy, coraz częściej pojawia się w różnego rodzaju analizach. To pokazuje skalę problemu. 

Pokusiłby się Pan o wytypowanie wyniku wyborów parlamentarnych? 
Bardzo ważne będzie to, kto wygra majowe wybory europejskie. Jeśli PiS potraktuje te wybory poważnie i wystawi kompetentnych kandydatów, to przy mobilizacji swojego elektoratu ma szansę na dobry wynik. Jeśli wygra te wybory, zadziała efekt domina. Oczywiście, wybory prezydenckie będzie bardzo trudno wygrać jakiemukolwiek kandydatowi PiS, ale wygrane wybory do europarlamentu będą miały wpływ na wynik wyborów parlamentarnych. Do takiego scenariusza byłem całkowicie przekonany jeszcze we wrześniu. Dzisiaj nie jestem już tego pewny. Platforma wyraźnie się odbudowuje. Ma bardzo sprawny aparat propagandowy. PiS od kilku tygodni nie jest w stanie odpowiedzieć na różnego rodzaju działania zaczepne Platformy i dzisiaj już bym się nie założył, kto wygra te wybory. Jeżeli Platforma wygra wybory europejskie, to wszystko będzie możliwe. Utrwali się bowiem wrażenie, że PiS może co najwyżej wygrywać w sondażach, ale w prawdziwych wyborach wygrywa jednak Platforma. Dlatego nie mogę wykluczyć efektu domina w drugą stronę.

Taka porażka mogłaby oznaczać, że Jarosław Kaczyński straci władzę w PiS? 

Jego pozycja w PiS jest niezagrożona i dopóki sam nie zrezygnuje, na fotelu prezesa nikt inny nie usiądzie. Ale kolejna, już siódma z rzędu porażka, bardzo pogorszy nastroje w partii. I to tuż przed wyborami samorządowymi, które przecież wymagają aktywności kilkudziesięciu tysięcy członków. Potem są wybory prezydenckie, w których kandydat PiS stanie przed zadaniem pokonania urzędującego prezydenta, który prowadzi we wszystkich badaniach. A więc w najgorszym dla PiS scenariuszu ta partia może iść do wyborów parlamentarnych po trzech kolejnych porażkach wyborczych. To z całą pewnością może przełożyć się na wynik.

I gdzie w tym wszystkim będzie partia Jarosława Gowina? 
Najważniejszym celem Polski Razem w najbliższych wyborach jest przekroczenie progu wyborczego. Jeśli tak się stanie, a jestem o tym przekonany, to Jarosław Gowin wsiądzie do windy, która będzie go nieść tylko w górę. Już dziś widać, że jeśli zdecyduje się wystartować w wyborach prezydenckich, będzie bardzo mocnym kandydatem. A wynik w wyborach prezydenckich zdeterminuje wynik wyborów parlamentarnych.

Tylko na razie Bronisław Komorowski może się czuć niezagrożony. Wszyscy analitycy i komentatorzy sceny politycznej mówią, że jeśli zdecyduje się startować w tych wyborach, to je wygra. 
Dzisiaj Bronisław Komorowski ma takie notowania, które rzeczywiście stawiają go w roli faworyta. Ale dwucyfrowy rezultat Jarosława Gowina pozwoli ze spokojem myśleć o stabilnym poparciu w wyborach parlamentarnych.

A Pan się będzie temu wszystkiemu przyglądał z Brukseli?
O mojej przyszłości zadecydują wyborcy.

Ale chciałby Pan ponownie zasiadać w europarlamencie? 
Jak każdy kandydat startuję w tych wyborach po to, żeby zostać wybranym, ale – powtarzam – zadecydują o tym wyborcy.

Gowin o Mapie Potrzeb Krakowa

W dzisiejszej rozmowie w Radio Kraków Jarosław Gowin mówił o potrzebach mieszkańców Krakowa, referendum ws. zorganizowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022 i wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Polska Razem stworzyła mapę potrzeb dzielnic Krakowa.

– Ta mapa potrzeb powstała przez serię bardzo szerokich konsultacji z mieszkańcami Krakowa, z radnymi dzielnicowymi, organizacjami pozarządowymi. Pokazaliśmy, gdzie trzeba coś zmienić. Już teraz trzeba zdiagnozować potrzeby mieszkańców Krakowa.

Jest oczywiste, że nie wszystkie problemy da się zlikwidować naraz, ale ważne, żeby ta lista potrzeb powstawała oddolnie, nie zza biurka prezydenta. Ważne, żeby pytać samych mieszkańców o to, czego im potrzeba.

Prezes PRJG mówił o tym, jak istotne jest referendum ws. Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Mieszkańcy chętnie podpisują się pod wnioskiem o referendum, bo chcą mieć głos w tak ważnej sprawie.

Gowin: Polityka wymaga połączenia doświadczenia i świeżości

Zapytany o Adama Bielana, który zapowiedział start do Parlamentu Europejskiego z ramienia Polski Razem, Jarosław Gowin powiedział: Polityka powinna być połączeniem doświadczenia i świeżości. Nie jest przesądzone, że Adam Bielan będzie jedynką. Nasz program jest jasny, stawiamy na wolność w gospodarce, a w sferze kultury, w sferze moralności na obronę podstawowych wartości, które są bliskie Polakom od pokoleń. Myślę, że Adam Bielan znakomicie wpisuje się w ten program.

Mamy już 4 eurodeputowanych! Adam Bielan dołączył do PRJG

– Mogę ogłosić, że przystępuję do Polski Razem Jarosława Gowina. Jarosław Gowin (…) – poinformował dziś rano poseł do Parlamentu Europejskiego Adam Bielan. Bielan jest czwartym, obok Pawła Kowala, Marka Migalskiego i Artura Zasady, eurodeputowanym PRJG.

W pewnym momencie wybrał wierność swoim poglądom, a nie stanowisko rządowe. Jest wierny swoich poglądom i obietnicom składanym wyborcom.- mówił o Gowinie Bielan, który w poniedziałek był gościem Kontrwywiadu RMF FM.

– Jarosława Gowina może być gwarancją, że nie dojdzie, że w Polsce do powstania tzw. PO-LEWu, czyli koalicji z Leszkiem Millerem na czele, bo to Leszek Miller będzie miał największą władzę w tej koalicji. – tłumaczył Bielan w rozmowie z Konradem Piaseckim –  Jest w tej chwili mniej więcej 20 proc. Polaków, którzy chcą głosować w najbliższych wyborach i nie mają na kogo. Sądzę, że Jarosław Gowin ma dużą szansę, żeby dużą cześć z tych wyborców do siebie przekonać. – przekonywał.

Adam Bielan jest eurodeputowanym od 2004, w latach 2007-2009 był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Należy do grupy Europejskich Konserwatorów i Reformatorów, której był wiceprzewodniczącym. Jest członkiem Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, Komisji Spraw Zagranicznych oraz 3 delegacji: do spraw stosunków z państwami Azji Południowo-Wschodniej i Stowarzyszeniem Państw Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), do spraw stosunków z Japonią, a także Delegacji do Euro-Latynoamerykańskiego Zgromadzenia Parlamentarnego.

Posłuchaj całej rozmowy w RMF FM.

Paweł Kowal: 1 lutego przedstawimy program europejski

Program wyborczy Polski Razem będzie przedstawiony 1 lutego – poinformował w poniedziałek Paweł Kowal, eurodeputowany i szef Rady Krajowej PRJG. Kowal zapowiedział, że Polska Razem Jarosława Gowina będzie namawiać, byśmy nauczyli się wpływać na to, co się dzieje w Unii Europejskiej i by nie stać ”z boku” Europy.

Zdaniem Kowala w Polsce panuje przekonanie, iż prawica musi być sceptyczna wobec Europy. – Może być krytyczna, ale musi być w stanie pokazać Polakom, że jesteśmy w stanie o coś walczyć, także o zmianę Europy, by nie była tłustą urzędniczą krową, a była trochę bardziej pomocna, służebna wobec państw narodowych – powiedział Paweł Kowal.

Kowal wyraził też zadowolenie, że do Polski Razem Jarosława Gowina przyłączył się Adam Bielan. Pytany o ewentualny wspólny start PRJG z Solidarną Polskę Kowal podkreślił, że nie widzi szans na porozumienie się co do programu, bo SP proponuje ludziom ”dobrobyt finansowany z budżetu”.

Posłuchaj całej rozmowy w Trójce

Gowin w Dzienniku Polskim: Stawiamy na nowe twarze

Władze PRJG to najmłodsze kierownictwo partyjne w Polsce, połowa członków to ludzie 30- i 40-letni, którzy nigdy nie należeli do żadnej partii – podkreśla Jarosław Gowin.

Obszerny wywiad z Jarosławem Gowinem ukazał się „Dzienniku Krakowskim”. Prezes PRJG mówił między innymi o programie partii w wyborach samorządowych, najważniejszych problemach do rozwiązania w Krakowie.

– Po moim wyjściu z Platformy stworzyliśmy zespół ekspertów, który przygotuje program dla Krakowa. sprawy programowe będą coraz ważniejsze. Ale oprócz programu pokażemy też nowych ludzi, młodych, z pokolenia 30-to i 40-latków. To będą ludzie, którzy mają duży dorobek zawodowy poza polityką – przedsiębiorcy, wykładowcy akademiccy. Będą też samorządowcy, ale z tego młodszego pokolenia, przewodniczący i radni dzielnic. – mówił Gowin.

W rozmowie z „Dziennikiem Polskim” Gowin podkreślił znaczenie lokalnych liderów w procesie tworzenia PRJG. – W Krakowie kluczową rolę odgrywa Jadwiga Emilewicz, absolwentka Oksfordu i przez kilka lat świetna dyrektor Muzeum PRL-u w Nowej Hucie oraz dr Krzysztof Mazur, który rozwinął Klub Jagielloński do rangi jednego z najlepszych think-tanków w Polsce. Tacy ludzie, niezwiązani dotąd z żadną partią, są gwarancją nowej jakości. – zaznaczył.

Gowin odpowiadał też na pytania dotyczące polityki ogólnopolskiej. – Gdybym chciał pójść do PiS, jak sugerują niektóre lewicowe media, zrobiłbym to odchodząc z Platformy i oczekiwano by na mnie w PiS z czerwonym dywanem i licznymi zaszczytami. Polska Razem powstała jako czytelna alternatywa zarówno dla PO, jak i dla PiS. Ich wzajemny spór uważam za jałowy dla Polski. – podkreślał.

Gowin w RMF FM: Jeśli Trynkiewicz opuści więzienie, wróci dopiero po kolejnej zbrodni

Autor ustawy o bestiach Jarosław Gowin twierdzi, że objęcie nią Mariusza Trynkiewicza, zabójcy czwórki chłopców, może okazać się niemożliwe. „Obawiam się, że jeżeli Trynkiewicz opuści więzienie, to długo do niego nie wróci. Przynajmniej dopóki nie popełni kolejnej zbrodni” – mówi Jarosław Gowin w Kontrwywiadzie RMF FM. „Dziś sprawa Trynkiewicza to wielka niewiadoma. Miała miejsce karygodna zwłoka. Mam nadzieję, że państwo wygra wyścig z czasem”- dodaje. „W sprawie Trynkiewicza dużo zależy teraz od dobrej woli sędziów i biegłych. Musieliby wykazać się dużą dozą dobrej woli” – tłumaczy.

Konrad Piasecki: Kto wygra wojnę z czasem – państwo czy Mariusz Trynkiewicz?

Jarosław Gowin: Mam nadzieję, że państwo, ale do takiej wojny nie powinno dojść, dlatego że było 25 lat na rozwiązanie tego problemu. Kolejne rządy umywały ręce, a kiedy przygotowałem tę ustawę, oddałem ją do kancelarii premiera dokładnie 15 lutego poprzedniego roku, to niestety najpierw 5 miesięcy przeleżała w kancelarii. Potem Sejm, Senat, prezydent szybko się z nią uwinęli, ale potem znowu doszło do tej karygodnej zwłoki, tym razem w wydrukowaniu ustawy. Dlatego dzisiaj to jest wielka niewiadoma. Może się okazać, że…

Ale uważa pan, że ten zbieg terminów podpisania ustawy i opublikowania czy badań, którym będzie można poddać Trynkiewicza, skończy się tym, że jednak on wyjdzie z więzienia, czy jednak nie?

Może się zdarzyć, że wyjdzie z więzienia. Sprawa jest w tej chwili otwarta. Bardzo dużo zależy od dobrej woli biegłych i sędziów, ale musieliby się wykazać rzeczywiście maksimum dobrej woli.

Ale pan uważa, że to obciąża polityków czy raczej urzędników? Ta zwłoka…

Jeżeli gotowa ustawa leży w kancelarii premiera przez pięć miesięcy, mimo licznych monitów ze strony najpierw mojej, potem ministra Biernackiego, to trudno tutaj odpowiedzialność składać tylko na urzędników.

Ale uważa pan, że to była jakaś celowa akcja czy takie po prostu zaspanie i uznanie, że jakoś to będzie. Polskie bardzo.

Zaspanie, brak podejmowania decyzji, niekończące się konsultacje i wahania. W ten sposób nie da się rządzić skutecznie.

Na szczęście policja zapewnia, że nawet jeśli on wyjdzie, to sobie z nim poradzi, więc może nie warto bić w dzwony alarmowe.

A co policja ma mówić? Ja pamiętam, że rozmawiałem z komendantem policji wtedy, kiedy pracowaliśmy nad tą ustawą. Rozmawiałem z szefami innych służb i oni mówili: „Zrobimy wszystko, żeby go objąć kontrolą, jeśli nie uda się jego i następnych takich seryjnych zabójców utrzymać w izolacji, ale gwarancji bezpieczeństwa nie możemy dać”.

Gwarancji oczywiście nie, ale przez tych parę czy paręnaście, nawet parędziesiąt dni, kiedy Trynkiewicz będzie na wolności, to pewnie będzie najpilniej obserwowanym człowiekiem w Polsce. Nie tylko przez policję, ale też przez wszystkich tych, obok których się pojawi.

Tylko to jest pytanie, czy to będzie parędziesiąt dni, czy to już jest nieodwracalne wyjście na wolność. Ja obawiam się, że jeżeli Mariusz Trynkiewicz opuści więzienie, to już do niego nie wróci. Przynajmniej tak długo, dopóki nie popełni kolejnych zbrodni.

Ale ta ustawa go nie obejmie? Premier zapewnia, że nawet jeśli Trynkiewicz wyjdzie na chwilę, to ta ustawa go obejmie i wróci z powrotem – już nie do więzienia, tylko do zakładu zamkniętego.

Tę ustawę pisaliśmy razem z ministrem Michałem Królikowskim. Minister Królikowski jest wybitnym ekspertem. Jeżeli on ma wątpliwości co do tego, czy ustawa obejmie Mariusza Trynkiewicza, zna tę ustawę lepiej niż ktokolwiek inny, to trudno, żebym się nie obawiał, że może mieć rację.

Czy uważa pan, że jak Trynkiewicz wyjdzie, to może spokojnie odwoływać się do sądów i uznawać, że ta ustawa go nie dotyczy, jest człowiekiem wolnym?Może tak być. Natomiast mogę powiedzieć tylko tyle: ta ustawa nie była pisana pod konkretnego człowieka. Ona nie była także pisana pod grupę tych seryjnych zabójców, którzy w czasach PRL-u byli skazani na karę śmierci – potem zamieniono ten wyrok na 25 lat więzienia i oni wkrótce mieliby zacząć opuszczać więzienia. Mam nadzieję, że tę pozostałą grupę ustawa obejmie na 100 procent, natomiast ona może być przydatna także w przyszłości.

Panie prezesie, zobaczył pan wysyp pomysłów Tuska i zapłakał, że tak pochopnie go pan opuścił?

Nie zapłakałem, raczej z ulgą pomyślałem, że nie muszę już dzisiaj firmować takich pomysłów jak podniesienie podatków. Gdy premier mówi o likwidacji umów śmieciowych, to oznacza nic innego jak kolejne podniesienie podatków. A co mają zrobić ci przedsiębiorcy, którzy ledwie wiążą koniec z końcem? Albo zbankrutują albo zaczną zwalniać pracowników albo przerzucą koszt ZUS-u na tych, którzy są dziś na umowach na zalecenie, słusznie nazywanych przez premiera umowami śmieciowymi. Ja zastanawiam się, kiedy premier wyjdzie z propozycją opodatkowania, ozusowania kieszonkowych, które dajemy dzieciom.

Ale może Tusk swoim słynnym politycznym nosem, który pan zawsze chwalił, wyczuł, że teraz wiatr polityczny wieje w lewo, wobec czego trzeba się tam trochę przesunąć?

Jeżeli nawet wiatr polityczny wieje w lewo, to odpowiedzialność za Polskę, odpowiedzialność za stan gospodarki, odpowiedzialność za te dwa miliony ludzi, którzy w poszukiwaniu pracy opuścili Polskę, powinna premierowi dyktować działania dokładnie odwrotne. To, co proponuje Polska Razem. Ja bym zachęcał pana premiera, żeby się zapoznał z naszym programem. Znajdzie tam wiele pomysłów, które powinny mu być znane, bo były mu bardzo bliskie. Sam je głosił przez wiele lat, kiedy jeszcze nie określał się mianem socjaldemokraty.

No tak, ale teraz wydaje się, że jedynym liberałem na scenie politycznej pozostaje pan. I nie wiem, czy to taka dobra wiadomość.

To jest dobra dla Polaków wiadomość, że jest jeszcze jakiś polityk, który myśli o tym, żeby gospodarka się rozwijała, a nie tylko o tym, żeby Polaków łupić. To było bardzo charakterystyczne, jak zareagował PiS na propozycję Donalda Tuska. PiS powiedział: „Premier podkrada nam pomysły”. To jest po prostu festiwal socjalistycznych, lewicowych obietnic. Skutki gospodarcze, skutki dla obywateli, dla normalnych obywateli, będą po prostu opłakane.

Ale a propos łupienia obywateli, to panu też wyciągają, że jak pan był w Platformie, to pan dzielnie głosował za różnymi sposobami na łupienie obywateli w postaci podnoszenia najróżniejszych danin i podatków.

I słusznie mi wyciągają. Czuję się współwinny za tamte decyzje, zagryzając zęby, podnosiłem rękę. Między innymi dlatego wyszedłem z Platformy, żeby więcej już nie być zmuszanym do takich złych kompromisów.

A dzisiaj ma pan poczucie, że Platforma odzyskuje sondażowy i polityczny oddech?

Ja zawsze mówiłem, że Platforma jest wielkim przedsiębiorstwem, co roku dostaje miliony złotych z budżetu i, że ci, którzy myślą, iż Platforma się rozpadnie, zapadnie, straci poparcie do poziomu 10-15 procent, są w błędzie. Platforma przegra wybory, jestem o tym przekonany, ale jeżeli nic się nie zmieni na scenie  politycznej, to rządzić będzie tandem Tusk-Miller i wtedy nawet tacy ludzie jak ja będą z rozrzewnieniem wspominali obecne czasy, bo wtedy dopiero będziemy mieli festiwal lewicowych obietnic i łupienia obywateli.

Będzie rządzić tandem Tusk-Miller, a Gowin będzie w Prawie i Sprawiedliwości?

Nie, nie będę w Prawie i Sprawiedliwości. Będziemy konsekwentnie budować…

Podobno pan z Kaczyńskim rozmawia o tym, iż jeśli nie uda nam się w eurowyborach, to będziecie startować z list PiS-u w następnych wyborach parlamentarnych.

Ja dużo takich bajeczek przeczytałem ostatnio w mediach. Problem polega na tym, że dziennikarze zawsze powołują się na anonimowych informatorów. Na podstawie anonimowych informatorów mogę dzisiaj panie redaktorze ujawnić, że będzie pan jedynką Polski Razem w Warszawie.

Nie, proszę mi tak źle nie życzyć…

Dlaczego źle. Polityka może być rzeczą piękną, jeżeli podchodzi się do niej w sposób odpowiedzialny. Polityka to jest rozumna troska o dobro wspólne. Pan jest świetnie przygotowany do tego, żeby reprezentować obywateli.

Dziękuję, dziękuje, a propos jeszcze jedynek, wystartuje pan jeszcze w eurowyborach?

Nie, to nie jest sprawa rozstrzygnięta. Dopiero rozpoczęliśmy budowanie list. Moi współpracownicy przekonują mnie do tego, że w tej pierwszej bitwie, do której przystępuje Polska Razem, powinien naszą armię poprowadzić, ale decyzję będziemy podejmować na przełomie lutego i marca.

Jarosław Gowin w Radiu Opole – Rząd ukradł Polakom 150 mld zł z OFE

radioopole

Lider Polski Razem w programie „W cztery oczy” mówił między innymi o dyskryminowaniu rodzimych przedsiębiorców w prowadzeniu biznesu, przy uprzywilejowanej pozycji zagranicznych koncernów, czy sieci handlowych

„Polscy kupcy płacą podatki, a zagraniczne sieci handlowe wyprowadzają zysk za granicę”.

Jarosław Gowin odniósł się też do zmian w OFE. Podkreślił, że

„rząd ukradł 150 miliardów złotych z drugiego filara emerytalnego, w którym 16 milionów Polaków odkładało część swoich oszczędności emerytalnych. A w następnych latach zostanie przejęte kolejne 150 miliardów, które zostanie przeznaczone na zasypywanie „dziury” w budżecie lub budowę kolejnych pałaców-siedzib ZUS”.

Jarosław Gowin w Opolu – Czy Donald Tusk opodatkuje też kieszonkowe?

Na konferencji prasowej w Opolu lider Polski Razem skoncentrował się na ocenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej i systemu opodatkowania pracy w Polsce. Odniósł się między innymi do pomysłu „ozusowania” tak zwanych umów śmieciowych. Zdaniem Jarosława Gowina  oznacza to po prostu podniesienie podatków
„Ucierpią na tym małe firmy i zarabiający najmniej. Zwłaszcza małe i mikroprzedsiębiorstwa będą bankrutować, albo przerzucą te koszty na pracowników. Czyli grupa paru milionów najniżej zarabiających będzie płacić podatki realnie o 20 procent większe”
Rząd Donalda Tuska planuje także uderzenie w zarobki naukowców, twórców i artystów.
„Kiedy widzę, to zdjęcie, widzę pana premiera z zamyśleniem ćmiącego cygaro. To zastanawiam się o czym on myśli? Czy nie jest tak, że snuje on plan opodatkowania kieszonkowego, które dajemy naszym dzieciom?”
Jarosław Gowin poinformował, że kierowana przez niego formacja przedstawi wkrótce  całościową koncepcję nowego systemu podatkowego. Tak, by przepisy podatkowe były proste, podatki niskie a polski przedsiębiorca nie był traktowany gorzej od swojego zagranicznego konkurenta.

Europoseł Artur Zasada: Czuję się konserwatystą

„Komunikat o stanie Posłów w Strasburgu: EPP ubyło jeden”, a po chwili „Komunikat o stanie posłów w Strasburgu: ECR przybyło jeden”. Tak poseł do Paramentu Europejskiego Artur Zasada zatweetował o zmianie barw klubowych. Wcześniej, bo w listopadzie ub. r., rozeszły się drogi europosła z Platformą Obywatelską.

We frakcji konserwatywnej znajdują się dwaj inni europosłowie Polski Razem – Paweł Kowal i Marek Migalski

„Byliśmy z kolegami w dwóch grupach politycznych. Czuję się polskim konserwatystą dlatego moje miejsce jest w ECR (…) Łatwiej jest podejmować wspólne działania, będąc w jednej grupie” – powiedział „Rzeczpospolite”

Ponadto Artur Zasada zdradził, że będzie ubiegać się o mandat europosła w okręgu obejmującym Dolny Śląsk i Opolszczyznę. W obecnej kadencji reprezentuje zaś Zachodniopomorskie i Lubuskie.

„Start z innego okręgu jest trudniejszy. Nazywa się takich ludzi spadochroniarzami. Ale w wojsku to najlepszy rodzaj żołnierzy. Ja się właśnie czuję komandosem Jarosława Gowina” – żartował w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.